Logowanie

ceneobaner 7b6b9764bda8145a33870fc4144992ad8f055d
2wedkarstwomorskie 1seaangel 3rejswedkarski

Reklama

    Na wielu szkoleniach z zakresu marketingu hotelowego powtarza się jak mantrę że gość chce się tylko wysapać, ale można zaproponować o wiele więcej.

    blog.perspektywa.it

Majowa gorączka

Jętki (Ephemeroptera), to rząd owadów o długości 30-40 mm, związanych ze środowiskiem wodnym. Larwy niektórych gatunków mogą żyć nawet kilka lat, natomiast postacie dorosłe żyją bardzo krótko, czasem jeden dzień (stąd: jętka jednodniówka). W Polsce występuje około 120 gatunków jętek.

 

 

 

 

Gdy pod koniec wiosny w pomorskich rzekach zaczynają się masowe wyloty tych owadów, muszkarzy ogarnia gorączka. Szanse bowiem na złowienie dużego potokowca, tęczaka lub lipienia stają się w tym okresie znacznie większe. To piękny czas; misterium natury, na które czekamy cały rok. To pora na sprawdzian naszych umiejętności, strategii i skuteczności imitacji, a także swoisty test na zasobność pstrągowych łowisk. Najwcześniej, bo już w połowie maja pierwsze owady można zaobserwować na górnej Raduni oraz na Chocinie. Pod koniec miesiąca pojawiają w innych rzekach: Wdzie, Łebie, Redzie, Wieprzy, Słupi, Łupawie… i w wielu mniejszych dopływach. Natężenie i przebieg rójki zależy od charakteru rzeki; od jej żyzności, struktury dna oraz od temperatury wody i powietrza. W rzekach i strugach płynących przez lasy, często w zacienionych jarach, owadzie gody bywają opóźnione. Chłodna wiosna, północne i wschodnie silne wiatry oraz skąpe nasłonecznienie również hamują przeobrażanie się jętek. Korzystne są temperatury powyżej 15 st. C – im cieplej i wilgotniej, tym lepiej. W większych rzekach obfitujących w pokarm, pstrągi są mniej ostrożne i łatwiej je sprowokować do pochwycenia imitacji. Muszkarzom sprzyjać będzie podwyższony stan wody, jej lekkie zmętnienie i bezwietrzna pogoda. „Trącona” po opadach woda umożliwia skrócenie dystansu do zlokalizowanych, żerujących ryb. W wąskich, niezbyt głębokich ciekach pstrągi są dużo ostrożniejsze; płoszy je każdy hałas, niezbyt skoordynowany rzut, chlapnięcie linki lub jej cień na wodzie. Na takich łowiskach muchę najlepiej podawać „z kolan”, w pewnej odległości od brzegu, i korzystniej będzie, jeśli ustawimy się za żerującą rybą. Gdy ryba nie trafi w muchę, lub gdy spóźnimy zacięcie, lepiej się wycofać i jakiś czas odczekać. Jeśli pstrąg nas nie zauważył i nie był skłuty, to zdarza się, że już po kilku minutach ponawia żerowanie. Nie warto używać zbyt cienkich żyłek, szczególnie na łowiskach obfitujących w różnego rodzaju przeszkody w postaci zalegających w korycie rzeki gałęzi i pni drzew. Zapięty pstrąg w pierwszej gwałtownej ucieczce potrafi te zawady wykorzystać i momentalnie zerwać o nie cienki przypon. Określenie „łowienie finezyjne”, owszem, brzmi ładnie, lecz nie powinno się sprowadzać do tego, by pstrągi odpływały naszymi muchami w pyskach. Warto natomiast stosować haczyki bezzadziorowe; pozwalają szybko i bezproblemowo wypiąć rybę w wodzie nie czyniąc jej szkody. Rutynowani wędkarze to wiedzą, lecz zakładam, iż moje uwagi mogą się przydać muszkarzom początkującym.

 

 

 

Zdziczałe pstrągi tęczowe wcale nie są łatwiejsze do złowienia od potokowców. Rzadziej ustawiają się w jednym miejscu, są ruchliwsze, częściej zmieniają rewir żerowania, przez co trudniej zaprezentować im muchę przed nosem. Swego czasu pewien spasiony tęczak omal nie wyprowadził mnie z równowagi. Bezszczelnie buszował po rozlewisku rzeki zbierając jętki, całkowicie ignorując moje, sprawdzone w wielu pstrągowych potyczkach imitacje. Poświęciłem mu sporo czasu; kombinowałem, zmieniałem muchy, podawałem je na dziesiątki sposobów – nic to nie dawało. Przemieszczał się po łowisku zbierając tylko owady żywe, ruszające się, martwe go nie interesowały. W końcu dał się oszukać, gdy zacząłem podciągać muchę, tak, by lekko smużyła powierzchnię wody. Miał ponad 50 cm długości, był niemal kwadratowy i obżarty owadami.

W czerwcu – głównie w początkowych fazach rójki - można również złowić dorodnego kardynała. Lipienie żerują znacznie krócej niż pstrągi; zwykle przestają żerować po zjedzeniu kilkunastu jętek – w końcu mają mniejsze żołądki. Objedzone, często tylko podszczypują lub podbijają imitację jętki, nie decydując się na jej pochwycenie. W takich sytuacjach warto sięgnąć po muchę w mniejszym rozmiarze, lub po niezawodnego chruścika.

 

 

 

Na koniec kilka słów o taktyce. W pewnym uproszczeniu można stwierdzić, że są dwie „szkoły”, dwa typy muszkarzy, jakich w tym okresie spotyka się nad rzekami. Jedni, to rozgorączkowani, naładowani wędkarską ambicją napaleńcy, nerwowo przemieszczający się na łowiskach, potrafiący w ciągu jednego dnia „obskoczyć” nawet kilka miejscówek na trzech różnych rzekach. Drudzy, to muszkarze nigdy się nie spieszący, mający czas; lubią posiedzieć nad rzeką, obserwują wodę i cierpliwie czekają na pierwsze wyjście pstrąga - najczęściej wybierają do wędkowania jeden dobrze znany odcinek na ulubionej rzece. Dla tych pierwszych dzień bez chociażby jednego udanego holu dużej ryby, to dzień stracony. Dla tych drugich każdy dzień podczas rójki, spędzony z muchówką w dłoni jest udany, bez względu na to, czy pstrągi współpracowały, czy nie. Nie zamierzam oceniać i rozsądzać, która ze szkół jest lepsza, czy efektywniejsza; dzielę się jedynie spostrzeżeniami, wyniesionymi znad rzek przez lata wędkowania. Niech każdy łowi jak chce, według własnych upodobań, byle zgodnie z obowiązującymi na danym łowisku przepisami, i z szacunkiem dla przyrody i ryb.

 

Robert Tracz

 

 

 

You have no rights to post comments

Używamy plików cookies, by ułatwić korzystanie z naszych serwisów. Jeśli nie chcesz, by pliki cookies były zapisywane na twoim dysku zmień ustawienia swojej przeglądarki..

  Akceptuje pliki cookies z tej strony.
EU Cookie Directive Module Information