Logowanie

ceneobaner 7b6b9764bda8145a33870fc4144992ad8f055d

Ostatnie na forum

2wedkarstwomorskie 1seaangel 3rejswedkarski

Reklama

    hemoroidy skuteczne leczenie żylaków odbytu hemoroidów jest możliwe wczesne objawy mogą całkowicie ustąpić przy prawidłowej terapii

    castivaforte.pl

Smutek Słupi

„Panie, rybów nima, ostatnio sie wyrybiło” – Tak odpowiedział mi niedawno nad Słupią pewien zagadnięty przeze mnie autochton łowiący na serek. Faktycznie, w kilku ostatnich latach „wyrybiła” się nie tylko w Słupia, lecz także wiele innych pomorskich rzek: Łeba, Wieprza, Parsęta, Radew, Rega… Słupia swój trociowy boom w latach dziewięćdziesiątych ma już dawno za sobą – pozostały po nim jedynie wspomnienia. Pamiętam nie tak odległe czasy, gdy w styczniu i lutym trudno było o miejsce w słupskich hotelach.

Mimo rozpasanego kłusownictwa, braku przepławki, oraz znacznych odłowów przez PZW, także w celach handlowych, w rzece było mnóstwo troci; mało który wędkarz wracał znad rzeki bez ryby, a nierzadko z kompletem. Wędkarze zjeżdżali nad Słupię z całej Polski, a trocie i wstępujące z morza pstrągi tęczowe oraz pojedyńcze, lecz duże łososie, łowiono nawet w marcu - w kwietniu natomiast do rzeki wstępowały srebrniaki. Dorodne, spasione na bałtyckich szprotach trocie pojawiały się licznie w rzece również latem. Moje największe ryby złowione w Słupi na muchę, to troć 80 cm i samica łososia 90 cm, nie licząc iluś tam mniejszych. Gdy w Słupi było dużo troci i były one zdrowe, zarabiało na licencjach PZW, zarabiali hotelarze, restauratorzy, właściciele sklepów… Ciśnie się na usta pytanie: i komu to przeszkadzało? W tym miejscu dodam, że po drugiej stronie Bałtyku, rzekę Morrum w Szwecji odwiedza rocznie 10 - 12 tysięcy wędkarzy z całej Europy, a gmina przez którą przepływa jest jedną z najbogatszych w tym kraju. Łatwo policzyć o jakie pieniądze chodzi, zakładając, że każdy wędkarz wydaje średnio ok. 4 tyś koron. Tyle, że podstawowym warunkiem, aby zechcieli przyjechać jest rybna rzeka i rozbudowana infrastruktura nastawiona na obsługę wędkarzy. Szwedzi posiadają i jedno i drugie. Nie mają jednego – kłusownictwa. Natomiast u nas wygląda na to, że i PZW i pomorskie gminy położone nad rzekami, nie chcą, albo nie mają pomysłu na zwiększenie w ten sposób swoich dochodów. Sądzę, że gdyby powstał mądry plan biznesowy takiego, obfitującego w trocie i łososie łowiska, wzorcowo zagospodarowanego i strzeżonego, z parkingami i wiatami dla wędkarzy, to fundusze na jego realizację można by także pozyskać z UE, tak jak pozyskują je hodowcy tęczaków, firmy kajakowe, agroturystyczne…

 

W Słupsku jest przepławka z monitoringiem i skanerem, funkcjonuje oczyszczalnia ścieków, rzeka jest (podobno) pilnowana i zarybiana, są spore jesienne ciągi tarłowe, ryby po pobraniu ikry wracają do rzeki… tylko wędkarze czują się „robieni w balona” gdy coraz rzadziej udaje się im złowić troć. Na różnego rodzaju zawodach, kilkudziesięciu wędkarzy łowi 1-2 trotki, a bywa, że wszyscy uczestnicy schodzą znad wody bez ryby. Zapomnieli jak się łowi, czy raczej nie ma ryb w rzece? Odpowiedź jest jasna. Jeśli ją znamy, to nasuwa się pytanie; dlaczego troci w rzekach nie ma w okresach, w których przez lata je łowiliśmy? Nie jestem ichtiologiem, a tylko wędkarzem, z wieloletnim wprawdzie stażem, znającym doskonale rzekę, lecz nie chcę się wypowiadać za tych, którzy powinni wiedzieć lepiej, jak sądzę (tylko, że ichtiolodzy milczą, chociażby w kwestii UDN u troci), niemniej kilka faktów da się połączyć w pewną całość. W odpowiedzi na krytykę i gorzkie słowa wędkarzy co do sytuacji nad Słupią oraz innymi pomorskimi rzekami, stanowisko przedstawicieli naszego jedynego słusznego związku, jest co najmniej niejednoznaczne, nieprecyzyjne i nie dające konkretnych odpowiedzi na żadne z pytań. Słyszymy, że trocie jeszcze nie weszły, bo woda za niska, albo zeszły w grudniu, bo woda była wysoka. Że woda była za ciepła, i dlatego chorują, że nie było mrozu i śniegu, że nie żerują z powodu gwałtownych spadków ciśnienia… itp. Prawda jest inna…

 

Wielu z nas, wędkarzy uważa, że nie sprawdził się, a dosadniej mówiąc „legł w gruzach” trociowy program zarybieniowy pomorskich rzek, firmowany przez znanego profesora z Instytutu Rybactwa Śródlądowego. Program, który opierał się na produkcji smoltów troci ze sztucznego tarła oraz ich odchowu w obiektach hodowlanych, z pominięciem tarła naturalnego. Z „betonowych smoltów”, faszerowanych różnymi preparatami i antybiotykami, wykształciła się z czasem populacja ryb dużo słabszych, z rozchwianym systemem odpornościowym, podatna na różne bakterie i choroby. Do rzek zaczęły powracać i przystępować do tarła coraz mniejsze trocie, nazywane ironicznie przez wędkarzy „bartlami”. Takie ryby nie mogły dać silnej, zdrowej populacji… i nie dały – jacy rodzice, takie potomstwo. Na wadliwy program nałożyło się masowe śnięcie ryb z powodu wrzodzienicy, której od dziesięciu lat nie udaje się zdiagnozować, oraz proceder kłusownictwa, który nad Słupią wciąż ma się całkiem dobrze. Jesienią, podczas ciągu tarłowego, w nadrzecznych wsiach: Bydlinie, Charnowie, Wodnicy… uaktywniają się liczne familijno-kolesiowskie grupy kłusownicze, które według ostrożnych szacunków pozyskują każdego roku kilka ton ryb – m.in. poniżej ujścia Skotawy działa od lat grupa zwana „Firmą”. Niemal każdy, kto odwiedza na początku sezonu Słupię, natknął się na leżące na brzegach lub pozostawione w korycie stare siatki. Bywa, że autochtoni widząc wędkarzy kpią sobie z nich mówiąc: „Teraz na ryby? Ryby były w listopadzie”.

Wydaje się, że nie można nazwać także sukcesem wieloletnich zabiegów z przywróceniem Słupi łososia bałtyckiego. Wędkarzom ryby te trafiały się nader rzadko, a ostatnio dowiedzieli się, że ich populacja jest zagrożona i od tego roku złowione łososie należy bezwzględnie wypuszczać – oczywiście przepis ten nie obowiązuje rybaków (i rzecz jasna, kłusowników). Wiadomo, że to nie połowy wędkarskie stanowią zagrożenie dla liczebności tego gatunku w naszych wodach, ale to na wędkarzy nakłada się ograniczenia.

 

Wszystko to, razem składa się na smutny obraz dzisiejszej Słupi, która tak niedawno była jednym z najatrakcyjniejszych łowisk trociowych nie tylko w kraju, lecz także w Europie. Dzisiaj, po latach „błędów i wypaczeń”, odchodzi się od zarybień przyujściowego odcinka rzeki smoltami pochodzącymi od tych samych od lat, dostawców. Narybek wsiedla się również, tak jak kiedyś, do dopływów Słupi, a urządzone tarliska m.in. na Kwaczej, Glaźnej i Skotawie, objęto wzmożoną kontrolą. Może z czasem działania te przyniosą pożądane efekty – warunkiem jest również ograniczenie kłusownictwa i znalezienie antidotum na UDN – i trociowa Słupia powróci do lat świetności. Oby tak się stało.

 

Robert Tracz

 

 

 

 

 

 

Komentarze   

#3 jojek 2016-02-05 17:08
Przykra prawda. Smutne jest to że te fakty nie docierają do mózgów większości ludzi związanych z naszym hobby.
#2 VisniowY 2016-02-04 17:35
Co fakt to fakt , w tym roku jest totalna tragedia :-x Mam w tym roku ponad 10 wielo godzinnych/kilo metrowych wypadów nad rzekę w różnych jej częsciach i tylko jeden 30cm podrostek na otwarcie sezonu :(
#1 darek2625 2016-02-04 11:45
Smutne

You have no rights to post comments

Używamy plików cookies, by ułatwić korzystanie z naszych serwisów. Jeśli nie chcesz, by pliki cookies były zapisywane na twoim dysku zmień ustawienia swojej przeglądarki..

  Akceptuje pliki cookies z tej strony.
EU Cookie Directive Module Information